5 ekranizacji książek, które warto(lub nie warto) obejrzeć!

Uważam, że książki(zaraz po psach) są najlepszymi przyjaciółmi człowieka, a przynajmniej moimi. Czytam z przyjemności odkąd pamiętam, lektury szkolne też przeczytałam wszystkie. Jednak jestem tylko człowiekiem i czasem lubię również obejrzeć film, a jeśli jest to w dodatku ekranizacja książki to tym lepiej. Tak jak ze wszystkim – ekranizacje raz są lepsze, raz gorsze. Dziś mój osobisty ranking pięciu ekranizacji, które z pewnością zapamiętam.

Seria „Pięćdziesiąt twarzy Grey’a”

Książki autorstwa E.L. James albo się kocha, albo się nienawidzi. Przeczytałam całą serię, razem z najgorszą, czyli tą „widzianą oczami Christiana Grey’a”. Wbrew pozorom, pomijając wszystkie aspekty seksualne, jest to seria bardzo psychologiczna i trzeba ją zrozumieć. Tak naprawdę seks jest tylko dodatkiem, co niestety nie wszyscy czytelnicy (a może czytelniczki?) zauważyli. Nie zauważyli tego także producenci ekranizacji „Pięćdziesiąt twarzy Grey’a”. Film zrobiony jest na bardzo podstawowym poziomie i tak naprawdę absolutnie nie odzwierciedla książki. Oczywiście, sceny seksu są świetnym przedstawieniem tego, co opisała E.L. James, ale cała reszta została pominięta. Książki lubię(nie szaleję za nimi), ale filmy zdecydowanie mnie zawiodły.

„Trzynaście powodów”

Najpierw przeczytałam książkę – dwa, może nawet trzy razy. Po raz pierwszy, gdy byłam mniej-więcej w wieku bohaterów. Już wtedy wiedziałam, że jest to naprawdę świetna pozycja. Kiedy dowiedziałam się, że powstał serial, wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Nie mogę powiedzieć, że serial Netflixa „Trzynaście powodów” mnie nie wciągnął, bo tak nie było. Obejrzałam wszystkie odcinki w jeden weekend. Kiedy skończyłam, miałam mieszane uczucia. Głównie dlatego, że serial i książka jednak trochę się od siebie różnią. Szczególną uwagę zwróciłam na to, że historia Hannah została mocno spłaszczona i nie oddaje wszystkiego, co w książce napisał Jay Asher.

Seria „Igrzyska śmierci”

„Igrzyska śmierci” to analogia współczesnego świata, choć ubrana w bardzo brutalny sposób. Czyta się naprawdę szybko, a sposób w jaki została napisana przez Suzanne Collins nie pozwala nawet na chwilę się oderwać. Każda akcja, każdy dialog, każdy bohater byli dopracowani do ostatniego szczegółu. Film, jak każda ekranizacja, odstawał nieco od książki, ale jednak seria zarówno pisana, jak i nagrana były świetne. Jeśli ktoś chce dobrze poznać historie „Igrzysk śmierci” to niezależnie, czy obejrzy film, czy przeczyta książkę na pewno będzie wiedział wszystko, co powinien wiedzieć na temat bohaterów i wydarzeń.

„Zanim się pojawiłeś”

Piękna historia o tym, że żeby coś zmienić trzeba zacząć działać. Potwierdzenie, że tylko Ty możesz coś zrobić ze swoim życiem. Przykaz, że nie można zamykać się w przysłowiowych „czterech ścianach”. Jojo Moyes to jedna z moich ulubionych autorek, a seria książek o Lou Clark zawsze dodaje mi sił do działania i wiary, że mogę wszystko. Tylko pierwsza część – „Zanim się pojawiłeś” – została zekranizowana i jest równie dobra, co książka. Twierdzę tak, pomimo że pewne (według mnie znaczące) elementy zostały pominięte. Tutaj zdecydowanie wybieram książkę, ale również do filmu chętnie jeszcze kiedyś wrócę.

„Ponad wszystko” 

Historia nieuleczalnie chorej dziewczyny, którą każdy wirus może zabić. Świat obserwuje przez okno i w ekranie swojego komputera. To jej świat. Wszystko ulega zmianie, gdy do domu obok wprowadza się przystojny chłopak. Wyjątkowa opowieść nie tylko o tym, że marzenia trzeba spełniać, ale także o tym, że nawet do najbliższych trzeba mieć ograniczone zaufanie. To jest jeden z tych nielicznych filmów, które obejrzałam zanim przeczytałam książkę Nicole Yoon. I to jest jedna z tych nielicznych ekranizacji, która jest zdecydowanie lepsza niż książka. Nie sądzę, żeby w tym przypadku wpłynęła na to kolejność mojego obcowania z „Ponad wszystko”. Do książki nie wrócę, do ekranizacji na pewno. Zazwyczaj jest coś, co można zarzucić ekranizacjom, bo przecież nie da się w filmie lub serialu zawrzeć wszystkiego, co autor napisał w książce. Mimo to lubię je oglądać i polecam to również Wam, szczególnie, gdy możecie porównać jedno do drugiego.
Autorką tekstu jest Paulina Kotlarska z bloga:
niemownie.wordpress.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *